Nota prawna | Mapa serwisu

Klub Biegacza UEP   



PSB


Polecane linki

UE PoznańUE Poznań

AZS UEPAZS UEP

AZSAZS



2014.11.23
Wydarzenia
Nike Nike

Więcej zdjęć w Galerii ››

Doskonale teraz rozumiem Filipidesa, pechowego posłańca spod Maratonu, który trasę do Aten przypłacił życiem. Biegnąc 2,5 tys. lat później podobny dystans w nieruchomym wilgotnym powietrzu też miało się ochotę wyzionąć ducha.

Nike Nike
To bieg – legenda. Tu narodził się i to dwa razy bieg maratoński. Tu, co roku ściągają biegacze by łyknąć unikalnej atmosfery. Start spod plaży w miejscowości Maraton, meta na Panatinaikosie w Atenach. Prawdziwy, autentyczny.

Jednak sami organizatorzy mają już chyba do imprezy spory dystans. Po zalogowaniu się i opłaceniu informację, ze jestem zakwalifikowany z potwierdzeniem dostałem na kilka dni przed imprezą. Na szczęście, w porę z jeszcze dwiema ekipami rodzinnymi, zamówiliśmy bilety przez Berlin i hotele w Atenach. Po cichu liczyliśmy, że odbywający się 9 listopada bieg będzie okazją do krótkich wakacji. Przypomnienia sobie jak wygląda słońce i błękit nieba. Tymczasem Ateny pochmurne i wilgotne i tyko 20 stopni przypomina, że to kraj śródziemnomorski. Z lotniska do centrum jedzie się dobrą godzinę. W pociągu dowiedzieliśmy się, że na lotnisku na specjalnym stoisku czekały na maratończyków bilety na darmowy przejazd wszystkimi środkami w mieście. Niezrażeni docieramy do całkiem niezłych hoteli i pierwsza myśl – pakiety startowe. Centrum organizacyjne znajduje się na drugim końcu miasta. Dwie przesiadki i 40 minut jazdy wyrzuciły nas do kompleksu olimpijskiego. Piękny, olbrzymi obiekty, nowoczesność i stosy śmieci dookoła. Najwyraźniej nikomu z organizatorów nie przeszkadzają stosy kubeczków, papieru, reklamówek, choć wystarczyłby jeden człowiek z technicznym odkurzaczem żeby to posprzątać.

Sam bieg świetnie przygotowany. O 5 rano czasu polskiego trzeba było się ustawić w pobliżu pałacu prezydenckiego skąd sznur autokarów zabierał nas do Maratonu. Dzień wstawał bezchmurny, gdy trąc zaspane oczy wychodziliśmy do obiektów, z których następował start. Rozciągnięcie, nawodnienie, ostatnie planowanie trasy i dodatkowy element, z którym po raz pierwszy się spotkałem. W pewnej chwili przez megafony pada komunikat, wszyscy podnoszą prawą dłoń i najpierw po grecku, potem po angielsku wysłuchują słów starożytnej olimpijskiej przysięgi z obietnicą walki fair.

Ostatnie nerwy niepewność, odliczanie i startujemy, trasa z początku równa, świeży poranek, lekka wilgoć na asfalcie. Po drodze okrążamy grób Ateńczyków poległych podczas bitwy pod Maratonem. Niektórzy z biegaczy niosą gałązki oliwne. Po drodze tłumy widzów na poboczu. Nawet w skromnych wioskach widać było entuzjazm. Po pewnym jednak czasie gdzieś od 12 kilometra rozpoczynają się podbiegi by tak od 20 rozpocząć się stałym wdrapywaniem w górę. Teraz dopiero można docenić ze punkty z piciem były, co 2,5 kilometra. Wódę rozdawano w butelkach. Kilka łyków a reszta na coraz bardziej rozpalone głowy. Z godziny na godzinę robiło się coraz bardziej gorąco, by kolo 30 kilometra zamienić się w piekło. Oczy zalane wodą, piekące na upale płuca, nogi skrzypiące w nieustannym podejściu. Przy biegu trzymała mnie tylko myśl, ze jak się zatrzymam to już nie dam rady zerwać się znowu.

Gdzieś daleko wyrwał Jacek Łuczak swym krokiem triatlończyka dystansując rywali. A do mnie niespodziewanie dołączył przyjaciel z Chin Wei. Jego nogi pracowały jak mały motorek przebiegający kilometr za kilometrem. Dopiero na 32 kilometrze, gdy podbieg zamienił się w dość strome zbieg mogłem użyć przewagi długości nóg. Niby fajnie z góry biec, ale jak się okazało, nieprosto jest utrzymać równowagę, gdy kolana coraz słabsze a w nogach ponad 30 kilometrów forsownego biegu.

W mózgu po wyparowani soli z organizmów pojawiają się coraz sugestywniejsze obrazy kiszonych ogórków, kapuśniaków. Niestety do podjedzenia tylko żele, batony i czekolada.
Wreszcie w ferworze hałasu końcówka, jeszcze tylko zakręt i wbiegamy na legendarny Panatinaikos. Gdzieś na zakręcie bieżni majaczy meta, przekraczam i nie mogę stanąć, nogi jeszcze odruchowo stawiając kroki podchodzę do murku i wzorem innych walę się na bieżnie. Troskliwa wolontariuszka otula zwłoki kocem termicznym, ktoś przykłada butlę z wodą. Ale na nogi mogę wstać dopiero po kwadransie. Odbieram medal i pakiet reanimacyjny. Na pneumatycznych nogach, lekceważąc głosy zmarłych krewnych nawołujących mnie z końcówki świetlistego tunelu przechodzę do parku. Każdy metr zasłany ciałami maratończyków - jak plaża na Antarktydzie fokami w szczycie sezonu godowego. Znajduje wolny placyk. Padam. Co za ulga. Żyję.

Jacek Trębecki [KB UE Poznań]


Klub Biegacza UE Poznań

Kim jesteśmy?
Każdy z nas na pewnym etapie życia związał się z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Stanowimy nieformalną grupę zapaleńców, rekrutujących się spośród pracowników uczelni, studentów
i absolwentów.

Ciężka czy lekka?
Treningi traktujemy równie serio, jak uczelniane obowiązki. Do rozbiegań dodajemy przeróżne akcenty, a nad naszą wydolnością i cechami motorycznymi pracujemy zespołowo lub pod czujnym okiem utytułowanych zawodników
i trenerów.

Przyłącz się!
Treningi i uczestnictwo w zawodach są otwarte dla wszystkich przyjaciół UEP. Zapraszamy na czwartki maltańskie.
To dzień, w którym spore grono naszych klubowiczów udziela się nad malowniczym, poznańskim torem regatowym.

Bądź bezpieczny
Zmagania sportowe warto prowadzić
w przemyślany i bezpieczny sposób. Przezornym proponujemy ubezpieczenie
w ramach AZS
.

Zarząd

Historia Klubu
Historia Klubu Biegacza UEP w pigułce ›

 
Klub Biegacza UE Poznań © 2012