Nota prawna | Mapa serwisu

Klub Biegacza UEP   



PSB


Polecane linki

UE PoznańUE Poznań

AZS UEPAZS UEP

AZSAZS



2014.11.18
Wydarzenia
Zakończenie sezonu - czyli Ateński klasyk w skali 1:4

Więcej zdjęć w Galerii ››

W tym roku (2014) podobnie jak w latach ubiegłych spora grupa Klubowiczów zamierzała zakończyć sezon biegowy 9 listopada. Część z nich nie udała się, jak to zwykle do Kościana, ale do Aten. W tej grupie znalazła się „czwórka wspaniałych”. Wśród nich - ja.

Wyjazd odbywał się w lekko stresujących okolicznościach, ponieważ bezpośrednio po zakończeniu mojego wystąpienia na konferencji „Marketing Profesjonalnych Imprez Biegowych” wsiadłem do auta zabierając po drodze swoją grupę wsparcia i udaliśmy się do Berlina. Tam po krótkiej nocy pobudka, przejazd na lotnisko i odlot do Aten.

Miasto przywitało nas słońcem i ciepłą temperaturą. Z lotniska do centrum jedziemy kolejką/metrem. Podróż zajmuje godzinę. Wszak to ponad 30km. W Atenach szok. Europejska stolica, miasto - kolebka kultury antycznej przypomina raczej miasto azjatyckie. Brudne, zaniedbane, wielu żebraków. Ale ludzie sympatyczni, uśmiechnięci i praktycznie bez wyjątku świetnie mówiący w języku Szekspira.

Poznawanie miasta zaczęliśmy właśnie z tej nietypowej dla turysty strony - Vathi. Później było już tylko lepiej. Rzymska Agora, Świątynia Zeusa, czy wreszcie Akropol stanowiły przysłowiową wisienkę na torcie. W międzyczasie oczywiście Plaka z tysiącami butików i knajpek. Świetne, niedrogie lokalne posiłki. Co ciekawe przez cały pobyt nie zauważyłem nawet jednej restauracji sieciowej (typu McDonald’s czy Starbucks). Klimat miasta był super.

Odbiór pakietów startowych to również egzotyczna wyprawa. Przede wszystkim trudno było tam trafić. Żadnych oznaczeń, potykaczy. Niosła nas zatem intuicja i obserwacje. Bo im bliżej obiektu Marathon Expo, tym więcej osób z torbami zawierającymi loga firm produkujących sprzęt sportowy. Niestety, okolica dawnego obiektu olimpijskiego w którym odbywało się EXPO była bardzo opuszczona, zapomniana a sam obiekt wyglądał na nieco zaniedbany. Mimo wszystko odbiór pakietów przebiegał dość sprawnie. Organizatorzy musieli obsłużyć w sumie 30 tys. uczestników! Niestety ze względu na przykrą dolegliwość i obawy przed kontuzją zrezygnowałem ze startu w Maratonie Ateńskim decydując się na 10km „na luzie i bez spinania”. Po załatwieniu formalności udaliśmy się na wycieczkę po okolicy. Duża zapełniona łódkami marina – to typowy obrazek dla wybrzeża Grecji. Jakież jednak było nasze zdziwienie, gdy po zmroku wzdłuż ulic i na trawnikach rozbijały swoje namioty rodziny. Inne mieściły domostwa na pakach swoich zdezelowanych samochodów. Wszyscy nieźle wyposażeni, m.in w generatory prądu, by móc oglądać TV. Obok, na ogniskach i grillach pichcili strawę na wieczór. Egzotyka i totalne zaskoczenie sytuacją sprawiły, że czuliśmy się nieswojo, ale jednak bezpiecznie.

Dzień startu. Pobudka rano – 6.30. Lekkie śniadanie i wyjazd metrem na węzłową stację Syntagma. Widok na stacji był niesamowity gdy ze zbiegających się podziemnych korytarzy schodziły do głównego hallu stacji tysiące biegaczy, by następnie przy wyjściu złączyć się wielką rzekę około 10 tys. ludzi reprezentujących różne kraje i kontynenty. Udaję się w kierunku startu (okolice Ogrodów Narodowych). Tam jeszcze toaleta i tu kolejny szok. 20 TOI TOI z których czynne 4. Pozostałe przepełnione (wiecie czym…). No nie popisali się organizatorzy. Myślałem sobie jakie jeszcze „niespodzianki” mnie spotkają. A tu zaskoczenie totalne in plus. Organizacja startu, trasy i wreszcie mety wzorowe - tak, że nawet Niemcy mogliby pozazdrościć porządku.

Na trasie napoje, muzyka, doping kibiców. Sama trasa trudna. Wprawdzie pierwszy kilometr był z górki, ale potem już tylko pod. Dlatego pewnie wydawało mi się, że biegnę szybko choć czas wcale na to nie wskazywał. Dopiero po nawrotce po 6 km można było trochę nadrabiać czas. Choć gdy mijałem znak 9 km straciłem już nadzieję na przyzwoity wynik (tj. poniżej 50’) bo na zegarku zobaczyłem 46’:40”. Wtedy usłyszałem „dajesz Waldziu, dajesz!!!”. Postanowiłem jednak zawalczyć, przyspieszając. Nie było łatwo, bo temperatura od dłuższego czasu przekraczała 20st C. Ostatnie około 500m było już na szczęście z górki. Wyprzedzałem po kolei innych. Zakręt w lewo i historyczny stadion Panatinaikos. Na ostatnich 150m na czarnym tartanie zużyłem do końca zapas sił. Ostatnie przyspieszenie, meta. Zatrzymuję stoper. Spoglądam na czas 50’:02”. Jest nieźle, wziąwszy pod uwagę obawy związane z niedyspozycją zdrowotną. 47 miejsce w kategorii i 643 w klasyfikacji open (na 8000 startujących). Czyli w 10-tym percentylu. Wstydu nie ma. Zastanawiam się tylko, czy to ja tak dobrze pobiegłem (czy raczej przetruchtałem) czy może poziom biegaczy był taki, że pozwolił mi zająć korzystną lokatę. Prawdopodobnie ci najlepsi (a przynajmniej tak im się wydawało) pobiegli w Maratonie.

Po południu już tylko wymiana doświadczeń przy biesiadnym stole. Nie za długo, bo rano znów trzeba wstać, by zdążyć na samolot i świętować 11 listopada i imieniny ulicy św. Marcin w Poznaniu.

Waldemar W. Budner [Klub Biegacza UE Poznań]


Klub Biegacza UE Poznań

Kim jesteśmy?
Każdy z nas na pewnym etapie życia związał się z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Stanowimy nieformalną grupę zapaleńców, rekrutujących się spośród pracowników uczelni, studentów
i absolwentów.

Ciężka czy lekka?
Treningi traktujemy równie serio, jak uczelniane obowiązki. Do rozbiegań dodajemy przeróżne akcenty, a nad naszą wydolnością i cechami motorycznymi pracujemy zespołowo lub pod czujnym okiem utytułowanych zawodników
i trenerów.

Przyłącz się!
Treningi i uczestnictwo w zawodach są otwarte dla wszystkich przyjaciół UEP. Zapraszamy na czwartki maltańskie.
To dzień, w którym spore grono naszych klubowiczów udziela się nad malowniczym, poznańskim torem regatowym.

Bądź bezpieczny
Zmagania sportowe warto prowadzić
w przemyślany i bezpieczny sposób. Przezornym proponujemy ubezpieczenie
w ramach AZS
.

Zarząd

Historia Klubu
Historia Klubu Biegacza UEP w pigułce ›

 
Klub Biegacza UE Poznań © 2012