Nota prawna | Mapa serwisu

Klub Biegacza UEP   

Ekonomiczna Piątka 2017

PSB


Polecane linki

UE PoznańUE Poznań

AZS UEPAZS UEP

AZSAZS



2016.02.22
Artykuły
To inni ludzie są


Środa, godzina 19:00. Sala ćwiczeń na ulicy Dożynkowej. Kilkunastu ludzi już drugą godzinę przechodzi intensywny trening. Prowadzący zarządza kolejne ruchy – uczestnicy, leżąc na plecach, podnoszą nogi i naprężają mięśnie brzucha. Ćwiczenie się przedłuża, odpadają kolejne osoby.

„To teraz chwila odpoczynku” – zarządza prowadzący. Wszyscy z ulgą opuszczają nogi. Wtedy słyszą: „Hola hola! Odpoczywamy trzymając ciągle nogi w powietrzu”. Jeszcze kilka sapnięć i w powietrzu pozostaje tylko jedna para nóg – prowadzącego. Niby normalka, bo trener jest najlepszy. Ale w tym przypadku trener ma 78 lat, a zawodnicy to młodzi olimpijczycy, maratończycy i lekkoatleci. Witajcie w świecie Janusza Grzeszczuka – wieloletniego kierownika studium AWF, wychowawcy całych generacji polskich sportowców, maratończyka, lekkoatlety, challengera. Człowieka, którego w polskim sporcie zna każdy.

W czym tkwi tajemnica fenomenalnej sprawności?

W systematyczności. Nigdy, nawet jak byłem młody, nie spinałem się do wielkich wyzwań. Trzeba znać miarę i jeść małymi łyżkami. Każdy doświadczony trener powie to samo, że systematycznością i powolnym podnoszeniem poprzeczki dochodzi się do wyników. Piekielnym wysiłkiem i spiną dochodzi się do kontuzji.

Wiem, że zna Pan fantastyczne historie, interesuje mnie jednak tu i teraz. Nie jest Pan typowym emerytem. Niektórzy Pana rówieśnicy poruszają się o kulach. Jeśli mówią o basenie, to w zupełnie innym znaczeniu. O startach w maratonach czy cotygodniowych treningach mogą tylko pomarzyć.

A wcale nie. Masa moich kolegów z AWF ciągle jest aktywnymi trenerami. W wieku 70, a nawet 80 lat prowadzą drużyny i ciągle mogą służyć pomocą. Niestety, za nimi jest przepaść, bo brakuje następców. Jak widzę polskie drużyny prowadzone przez trenerów z Włoch czy Portugalii, to mnie trzęsie. Nie, żebym się zamykał na innych, ale jakby się czuli polscy ekonomiści, gdyby wszystkie posady dyrektorskie w polskich bankach czy firmach zarezerwowane były dla cudzoziemców?

Jak Pan sądzi, jak to się dzieje, że znaczna część Pana rówieśników nadal pozostaje tak aktywna?

Aktywność ruchowa była wpisana w nasz styl życia. Nie wyobrażaliśmy sobie, żeby prowadzić drużyny, trenować innych bez własnej aktywności sportowej. Dziś trener to przede wszystkim analityk nieustannie dokształcający się w zakresie najnowszych osiągnięć fizjologii, neurologii, fizyki i psychologii. To ekspert myślący w kategoriach współczynników, zmiennych, optymalizacji. Tymczasem dawniej trener był po prostu wzorem dla młodych ludzi. Mniej było w tym wszystkim nauki, a więcej doradztwa, przyjaźni, mentorstwa w pozytywnym tego słowa rozumieniu.

Ale przecież mamy nowe pokolenia sportowców, sięgamy po medale.

Tak, ale jest to już cień dawnej świetności. Trzęsiemy się z radości na każdym medalem, zastanawiając się, czy olimpiada będzie gorsza, czy lepsza dla nas od tej poprzedniej. W latach 50. czy 70. przywoziliśmy wory tych medali. Nazwisko zawodnika, który zdobył brąz, często wręcz pomijano w relacjach prasowych ze względu na brak miejsca w gazetach, bo tyle było złotych i srebrnych medali. Na polskich bieżniach i stadionach padały wyniki uznawane za rekordy Europy czy nawet świata. Wiele z tych rekordów do dzisiaj, po 30–40 latach, pozostaje niepobitych. Przykładem tego są sukcesy naszego absolwenta Jacka Krawca.

Coś się w takim razie musiało stać, może brakuje motywacji… W końcu kiedyś dla młodego człowieka sport był jedyną szansą na wyjazd zagraniczny, na duże pieniądze.

Co ty mówisz? Ze sportu nie było żadnych pieniędzy! Jak na wyjazd dostawaliśmy dresy w barwach narodowych, to często za pokwitowaniem, żeby po powrocie je zwrócić. Medaliści dostawali jakieś apanaże: talon na motocykl czy komplet wypoczynkowy, i to było wszystko. Człowiek był szczęśliwy, bo miał etat i pobory górnika czy hutnika, a cała jego praca polegała na pojawianiu się na treningach czy zgrupowaniach. Na takiej zasadzie ja przez kilka lat byłem żołnierzem, startującym w barwach klubu wojskowego, nawet chyba jakiś stopień oficerski miałem.

Ale też uprawianie sportu było tanie. Biegaliśmy w trampkach, juniorkach. Nikt nie znał tkanin technicznych. Nasze stroje materiałem nie różniły się aż tak bardzo od zachodnich. A jak ktoś chciał, to biegł na bosaka. No i kiedyś wszystkich przygotowywał jeden trener. Gdyby ktoś pojawił się z własnym trenerem, mielibyśmy go za jakiegoś pajaca. Dziś nad każdym rokującym zawodnikiem czuwa sztab fachowców. Nie tylko trener, ale i fizjolog, psycholog, technik od sprzętu, masażysta. Zawodowe uprawianie sportu zdrożało, ale i zyski w przypadku wygranej niepomiernie wzrosły. Zawodnik otrzymuje kontrakty reklamowe, medaliści stypendia i emerytury. W ekonomicznych kategoriach zawodowe uprawianie sportu jest o wiele bardziej korzystne dziś niż kiedyś.

Być może jest to kwestia zaplecza. Kiedyś młodemu człowiekowi wystarczało szkolne boisko, trener i sprzęt ze Szkolnego Koła Sportowego, by mógł przygotowywać się do walki o medale. Dziś to wyścig kosmicznych technologii, który wygrywają tylko ci z kolosalnym zapleczem finansowym i dostępem do zdobyczy technologicznych.

Zgodzę się z tym, że pieniądze pomagają, bo pozwalają korzystać z najnowocześniejszego sprzętu. Rzeczywiście bobsleiści mogą mieć kłopot z zapleczem, ale w całej masie dyscyplin potrzeby dotyczące zaplecza nie zmieniły się od starożytności. Dyskobol, oszczepnik, bokser może trenować na każdym kawałku wolnego terenu. Wiadomo, że technika się przydaje, ale do nagrywania poklatkowego nie jest potrzebny specjalny sprzęt. A więc nie tylko ta kwestia decyduje.

Jeśli nie sprzęt, nie motywacja, ani nawet nie pieniądze, to co? Wtedy byli inni ludzie?

Tak, wydaje mi się, że tak. Bardzo zmieniają się nawyki ruchowe dzieciaków, a potem studentów. Zajęcia z wychowania fizycznego tego nie zmienią. Dzieciństwo mojego pokolenia, ale i dzisiejszych 40, 50-latków było dzieciństwem spędzonym na dworze. Co można było robić innego niż biegać, grać w piłkę i wspinać się po drzewach? To była najlepsza zaprawa fizyczna, bo codzienna, trwająca nawet kilka godzin i w dodatku w formie zabawy. Patrzę na młodych ludzi, którzy przychodzą na moje treningi. Są ambitni, starają się, mają wyniki. Ale wykonanie niektórych prostych nawet ćwiczeń przekracza ich możliwości. Zbudowaliśmy baseny, sale i boiska, o których kiedyś marzyliśmy, ale już pewnie nie uda się odwrócić trendu, zgodnie z którym młodzi większość czasu spędzają przed smartfonami i komputerami.

Nie ma nadziei dla tych młodych ludzi?

Nie jest na szczęście tak źle. Cieszę się, że nadal ideałem urody jest szczupła, wysportowana sylwetka. Mam ogromną satysfakcję, gdy podczas rekreacyjnych biegów mijam masę młodych biegających ludzi. A jeszcze, jak mi któryś rzuci „Dzień dobry, panie Januszu”, to już pełnia szczęścia. Cieszę się, że imprezy biegowe pękają w szwach z racji liczby uczestników, a listy startowe zostają zapełnione już po kilku godzinach.
Po nowym roku znów zaludnią się sale siłowni i ćwiczeń. Pewnie po kilku miesiącach będzie luźniej, ale dla części z tych, co rozpoczęli treningi, już nie ma odwrotu. Połkną bakcyla sportu i pozostaną z nim do końca życia. Gwarantuję jednak swoim przykładem, że będzie to życie zdrowe i satysfakcjonujące. Jeśli ktoś ćwiczy rozsądnie, bez zrywów i ryzyka, to uniknie kontuzji, a zyska sprawność i tężyznę. Na pewno zwiększy swoje szanse na to, by w wieku 70 lat być całkiem młodym chłopakiem czy dziewczyną.

Wywiad ukazał się na łamach kwartalnika Forum Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu,
nr 16.


Klub Biegacza UE Poznań

Kim jesteśmy?
Każdy z nas na pewnym etapie życia związał się z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Stanowimy nieformalną grupę zapaleńców, rekrutujących się spośród pracowników uczelni, studentów
i absolwentów.

Ciężka czy lekka?
Treningi traktujemy równie serio, jak uczelniane obowiązki. Do rozbiegań dodajemy przeróżne akcenty, a nad naszą wydolnością i cechami motorycznymi pracujemy zespołowo lub pod czujnym okiem utytułowanych zawodników
i trenerów.

Przyłącz się!
Treningi i uczestnictwo w zawodach są otwarte dla wszystkich przyjaciół UEP. Zapraszamy na czwartki maltańskie.
To dzień, w którym spore grono naszych klubowiczów udziela się nad malowniczym, poznańskim torem regatowym.

Bądź bezpieczny
Zmagania sportowe warto prowadzić
w przemyślany i bezpieczny sposób. Przezornym proponujemy ubezpieczenie
w ramach AZS
.

Zarząd

Historia Klubu
Historia Klubu Biegacza UEP w pigułce ›

 
Klub Biegacza UE Poznań © 2012