Nota prawna | Mapa serwisu

Klub Biegacza UEP   



PSB


Polecane linki

UE PoznańUE Poznań

AZS UEPAZS UEP

AZSAZS



2013.10.15
Artykuły
O bieganiu, maratonach i maratończykach


Aleksandra Przybylska: "Nigdy więcej tego nie zrobię" - obiecałam sobie na mecie swojego pierwszego maratonu. Potem powtarzałam to głośno bliskim. Minęło kilka miesięcy i zaczęłam się przygotowywać do kolejnego długiego biegu...

Dr Piotr Michoń*: Ja się po pierwszym poryczałem.

W ogóle się nie dziwię. To jest fenomenalne wzruszenie.

- Teraz za każdym razem, jak przekraczam metę, chce mi się ryczeć.

To w sumie jest trochę babskie

- Niech będzie, że to mój kobiecy pierwiastek.

Skoro już jesteśmy przy tym, co kobiece: jedna z uczestniczek maratonu w Chicago w dokumencie USA "Duch maratonu" mówi pod koniec filmu "Jak zrobiłam maraton, to pomyślałam, że teraz mogę już wszystko".

- Bo na początku maraton wydaje nam się czymś absolutnie nieosiągalnym, niemożliwym. Gdy już go pokonamy, zaczynamy bardziej w siebie wierzyć. Ale z drugiej strony jest też taka dziwna rzecz: im więcej ludzi robi ten maraton, tym mniej w siebie wierzymy.

Jak to?!

- Ludzie zaczynają myśleć: kurczę, skoro tylu innych to robi, to co we mnie jest takiego nadzwyczajnego? Po pierwszym maratonie czujemy, że jesteśmy super. Potem pojawia się efekt porównań i już nie jest tak wspaniale. Dlatego zaczynamy szukać czegoś nowego, kolejnych wyzwań. Jedni podążają ścieżką ultramaratonu [biegi na dystansie 100 km i więcej - red.], inni próbują sił w triathlonie. Jest i trzecia grupa - to ludzie, którzy śrubują swoje wyniki. Albo chcą robić coraz lepsze życiówki, albo pokonać coraz więcej maratonów w ciągu roku. To z kolei wymusza regularne trenowanie. A przy takim reżimie treningowym ludzie utrzymują pozytywne nastawienie do życia. I to się nie dzieje dzięki występowaniu w zawodach, lecz właśnie dzięki treningom.

Dlatego zdanie "gdy zrobiłem maraton, pomyślałem, że mogę już wszystko" jest prawdziwe na początku naszej drogi. Z czasem przemożna wiara w moc zrobienia wszystkiego zaczyna słabnąć.

Co zrobić, żeby ją podtrzymać?

- Ha! To jest problem. Psychologowie już dawno zauważyli, że adaptujemy się do zmian. Tych na lepsze i na gorsze. Nieraz zajmuje to więcej czasu, nieraz mniej. Zawsze jednak się adaptujemy. Do osiągnięcia, które dziś jest nadzwyczajne, też się z czasem przyzwyczaimy.

Najlepiej byłoby więc coś zrobić i przerzucić się na coś innego. I to kompletnie innego. Osiągam maksimum swoich możliwości - np. maraton - i... przerzucam się na naukę gry na pianinie. Po roku gram świetnie etiudy.

A jeśli siedzę przy tym pianinie, gram świetnie jedną etiudę za drugą, lecz przed oczami, w głowie ciągle mam bieganie?

- (śmiech ) Z maratonem jest tak, że działa na nas do pewnego momentu. Potem biegamy towarzysko, z przyzwyczajenia albo dlatego, że nie mamy na siebie innego pomysłu. Regularne treningi i wydzielające się podczas biegania enzymy szczęścia sprawiają, że czujemy się dobrze. Psychologowie nazywają to runners high, czyli wchodzimy na poziom przyjemności, który odpowiada tabliczce czekolady albo - nie ma co ukrywać - zażywaniu lekkich narkotyków.

Bieganie może stać się nałogiem?

- Tak, swego rodzaju uzależnieniem.

To jest szkodliwe?

- Nie. Ale może być tak, pewnie wszyscy maratończycy to mają

że jak się przeziębią i nie mogą biegać, to chodzą po domu jak tygrys po klatce.

- Dokładnie. Są momenty, kiedy nie możemy trenować, np. mamy za dużo pracy. To tak człowieka uwiera, że możemy zacząć odczuwać rzeczywiste dolegliwości fizyczne. Czujemy się źle, jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani. Czujemy też, że mięśnie nie tak pracują, jak naszym zdaniem powinny

Robi się strasznie smutno, więc wróćmy do biegania. Maratony biega sporo starszych osób

- Gdy pierwszy raz biegłem maraton, rozgrzewaliśmy się jeszcze przed startem. Zacząłem rozmawiać z panem obok mnie, z wymiany zdań wynikało, że ma ponad 60 lat. Pytam, który maraton biegnie, na co on, że piąty. Mówię, że pewnie późno zaczął. A on kręci głową: Nie, nie. Piąty w tym roku.

Są więc ludzie, którzy zaczynają odkrywać coś, czego nigdy nie czuli. Starszy człowiek mówi sobie: skończyłem pracę, nie czuję się potrzebny, muszę czymś wypełnić pustkę. Spróbowałem, jak smakuje maraton. Spodobało mi się, więc zostałem.

Tylko starsi wypełniają w ten sposób pustkę?

- To samo przypisuje się osobom po trzydziestce. Gdy dzieci są już odchowane, kobiety chcą się wyzwolić z kieratu domowych obowiązków. I dla kobiet, i mężczyzn w tym wieku to także moment, gdy wielu z nas pozbawia się złudzeń, że kariera i praca zaspokoją większość naszych potrzeb - potrzebę osiągnięć, przynależności, uznania itd. Zbliżając się do czterdziestki człowiek potrzebuje czegoś nowego. Różne są odskocznie, ale maraton wydaje się być idealny. Wymaga poświęcenia, regularności treningów - a jeśli robię coś regularnie, to traktuję to poważnie. Chcę szczycić się pewnymi osiągnięciami. A jeśli się uda, będę doceniony w swoim gronie. I to jest fajne. Mam więc kilka powodów, żeby ten maraton zrobić.

Tak naprawdę najtrudniej zrobić maraton młodym, którzy mają dwadzieścia kilka lat.

Dlaczego?

- Bo mają mnóstwo różnych rzeczy, które mogą w życiu robić. Nagle sami od siebie muszą wymagać takiej systematyczności, która pozwoli zrobić maraton. A on sam w sobie nie będzie dla wielu z nich jakimś superosiągnięciem. Bo są młodzi, zdrowi, wielu z nich ma niezłą kondycję. Paradoksalnie to może być pewną przeszkodą do pełnej radości z maratonu.

A schudnięcie? Pamiętam swoją radość, gdy podczas treningów do pierwszego maratonu odkryłam cień własnej talii.

- W badaniach wyszło nam, że gdy ktoś zaczął biegać, bo chciał zrzucić parę kilogramów, to efekt maratonu na poczucie szczęścia takiego zawodnika był najsłabszy. Próbuję to interpretować w ten sposób, że mamy do czynienia z negatywną motywacją. Zawsze gdy jest ona pozytywna - biegam, bo spotykam ludzi; biegam, bo lubię wyzwania; biegam, bo czuję się zdrowszy - to maraton powoduje wzrost naszej szczęśliwości.

Może to dlatego, że odchudzanie - a więc i bieganie, i maraton - kojarzy się ludziom z mordęgą, wysiłkiem, wyrzeczeniem, walką ze zbędnymi kilogramami.

- Wydawałoby się, że powinno być odwrotnie - że skoro schudłem, biegam maratony, to wszystko jest w najlepszym porządku, jest wspaniale. Tymczasem okazuje się, że jest odwrotnie, że najlepszą motywacją jest ta, gdy biegam maratony, bo chcę.

Co jeszcze pokazują badania o szczęściu maratończyków?

- Wyszło nam, że maratończycy, porównując się z innymi, czują się lepsi.

Ale chyba nie w ten sposób, że mają poczucie wyższości?

- Nie, nie. Nie pytaliśmy o to wprost. Zadawaliśmy pytania o stan zdrowia, powodzenie. I wyszło, że maratończycy generalnie lepiej oceniają swój stan zdrowia czy powodzenie.

Co ciekawe, przy ocenie sytuacji materialnej ocena wcale nie wynikała z rzeczywistej sytuacji materialnej. Maratończycy po prostu uważają, że ich sytuacja materialna jest lepsza. Gdy pytaliśmy, ile zarabiają, wcale nie zarabiali lepiej od innych. Wychodzi na to, że maratończycy są zadowoleni z tego, co mają, a porównując się z innymi, swoją sytuację oceniają jako lepszą.

W takim razie, gdy szef nie jest w stanie dać nam podwyżki, powinien zasugerować bieganie długodystansowe?

- (śmiech ) Jasne, to na pewno rozwiąże problemy niejednej firmy w kryzysie.

A poważnie: w tych badaniach pojawia się bardzo ważny problem, który wciąż nie jest rozwiązany. Nie wiemy, czy ktoś coś robi i dlatego jest szczęśliwy, czy też jest szczęśliwy i właśnie dlatego coś robi. Wciąż się zastanawiamy, co jest przyczyną, a co skutkiem. Może być tak, że ci, którzy biegają maratony, właśnie dlatego są szczęśliwi. Ale może być przecież i tak, że ludzie są już szczęśliwi i dlatego zaczynają biegać maratony.

Ale to by znaczyło, że w skali świata mamy miliony szczęśliwych ludzi.

- Zbadałem blisko 400 osób. Uproszczonymi testami wyszło mi, że jeden tylko człowiek ma objawy depresji. To był młody facet. Może krótko przed badaniami rzuciła go dziewczyna i to rzutowało na wyniki.

Może chciał zabiegać problem. Mam koleżankę, która - jak sama mówi - zabieguje problemy.

- To jest dobre! Niektórzy piją, inni palą, a inni jeszcze zabiegują. Z wszystkich tych możliwości zabiegiwanie jest zdecydowanie najlepsze.

*dr Piotr Michoń - pracuje na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, zajmuje się m.in. polityką rodzinną, polityką społeczną, szczęściem w ekonomii, teorią podejmowania decyzji. Maratończyk, w 14. Poznań Maraton wystartował z nr. 6259 reprezentując barwy Klubu Biegacza Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Cały tekst jest dostępny na stronie:
poznan.gazeta.pl/.

Aleksandra Przybylska
Gazeta Wyborcza, 13.10.2013


Klub Biegacza UE Poznań

Kim jesteśmy?
Każdy z nas na pewnym etapie życia związał się z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Stanowimy nieformalną grupę zapaleńców, rekrutujących się spośród pracowników uczelni, studentów
i absolwentów.

Ciężka czy lekka?
Treningi traktujemy równie serio, jak uczelniane obowiązki. Do rozbiegań dodajemy przeróżne akcenty, a nad naszą wydolnością i cechami motorycznymi pracujemy zespołowo lub pod czujnym okiem utytułowanych zawodników
i trenerów.

Przyłącz się!
Treningi i uczestnictwo w zawodach są otwarte dla wszystkich przyjaciół UEP. Zapraszamy na czwartki maltańskie.
To dzień, w którym spore grono naszych klubowiczów udziela się nad malowniczym, poznańskim torem regatowym.

Bądź bezpieczny
Zmagania sportowe warto prowadzić
w przemyślany i bezpieczny sposób. Przezornym proponujemy ubezpieczenie
w ramach AZS
.

Zarząd

Historia Klubu
Historia Klubu Biegacza UEP w pigułce ›

 
Klub Biegacza UE Poznań © 2012