Nota prawna | Mapa serwisu

Klub Biegacza UEP   



PSB


Polecane linki

UE PoznańUE Poznań

AZS UEPAZS UEP

AZSAZS



2012.08.08
Artykuły
Urodziłem się, aby biegać


Kiedy wychodzi z hotelu w Egipcie, informuje obsługę w którą stronę biegnie, po czym rusza na pustynię, by trenować do kolejnych maratonów w 60-stopniowym upale. - Na pustyni czuje się tylko wiatr - pisze Janusz Grzeszczuk, wieloletni kierownik SWFiS Uniwersytetu Ekonomicznego, działacz poznańskiego AZS, maratończyk amator.

Początki mojej pasji do biegów sięgają czasu młodości w Białymstoku, w klubie Jagiellonia. Miłością do sportu zaraził mnie nauczyciel z liceum, Bronisław Grzęda. Potem w okresie studiów na poznańskiej WSWF uprawiałem z zapałem biegi średnie, reprezentując AZS, a także cały kraj. W 1965 roku zdobyłem tytuł mistrza Polski w biegu na 800 m. Moje ówczesne sukcesy to zasługa prof. Janusza Jackowskiego, słynnego trenera lekkoatletów w Polsce, pod którego opiekę się dostałem. Po trzyletniej przerwie (w warszawskiej Legii) powróciłem do sportu akademickiego, z którym związałem się również zawodowo jako organizator i animator biegów na różnych dystansach dla studentów poznańskiej Akademii Ekonomicznej. Rozpropagowałem bieganie także wśród kadry naukowej tej uczelni: wielu z nich, bo aż 50 do dziś biega maratony i półmaratony. Mam też satysfakcję, że dzięki mojemu zaangażowaniu od 18 lat studenci poznańskiego UE biorą udział w sztafetach w Hyde Parku w Londynie organizowanych przez Imperial College.

Ale i ja sam bardziej wsiąkałem w bieganie, choć latka leciały i byłem coraz starszy. Pierwszy maraton zaliczyłem w 1979 roku jako czterdziestolatek. Był to Warszawski Maraton Pokoju, organizowany przez Tomasza Hopfera. Tym biegiem wygrałem nawet zakład z dziennikarzem Józefem Węgrzynem, też współorganizatorem tego maratonu, uzyskując czas 3:06 godz., niezły wynik jak na debiutanta. Bieg ten dał mi się jednak tak mocno we znaki, że do kolejnego maratonu odważyłem się przystąpić dopiero po 16 latach, choć oczywiście przez ten cały okres biegałem „przyjemnościowo”, startując w różnych dystansach na zawodach dla weteranów. Bez biegania nie potrafiłem żyć. W 1995 roku, inspirowany własną ambicją oraz złośliwymi docinkami kolegów, którzy wątpili w moją wytrzymałość długodystansowca, wystartowałem w maratonie nowojorskim i dałem radę. Z czasem 3:33:10 ulokowałem się na 3704. pozycji, na kilkadziesiąt tysięcy uczestników. To mnie uskrzydliło, zaczęła się cała seria maratonów. Statystycznie mogę podać, że do dziś naliczyłem 20 maratonów, na pięciu kontynentach, startując w 8 miastach olimpijskich (m.in. 3 razy w Nowym Jorku, 2 razy w Chicago, 2 razy w Berlinie, oraz w Londynie, Bostonie i Barcelonie), zdobywając „Wielki Szlem” jako jeden z pierwszych Polaków startujących w tym okresie w biegach maratońskich. Jednak najwięcej dumy i satysfakcji przyniósł mi Supermaraton Dwóch Oceanów w Kapsztadzie (RPA), który zaliczyłem, a to bieg na dystansie aż 56 km na górzystej trasie wzdłuż wybrzeży oceanów Indyjskiego i Atlantyckiego.
Kto dał radę ukończyć ten piekielny maraton, nazywany jest człowiekiem z żelaza. Jednak okazało się, że nim nie jestem, w 2004 roku uległem poważnemu wypadkowi na nartach na lodowcu, groziła mi amputacja nogi po skomplikowanym złamaniu. Trzy lata chodziłem o kulach, ale się nie poddałem i po czterech operacjach nogi powróciłem do biegania. W 2008 roku wystartowałem w kolejnym maratonie, w Monachium, a po roku – w Berlinie. Mój jak dotąd ostatni maraton to bieg w Paryżu w 2010 roku, w wieku 70 lat. Zaprezentowałem w tych maratonach różną formę, ale najgorzej wspominam maraton w Barcelonie w 1997 roku, kiedy przeszarżowałem i na 20. kilometrze biegu wydawało mi się, że nawet Kolumb śmiał się ze mnie z pomnika. Była to droga przez mękę, czyli walka o przetrwanie, ale bieg ukończyłem w czasie poniżej 4 godzin. Za to czule wspominam atmosferę maratonów nowojorskiego i bostońskiego, w których czułem się wyśmienicie i zaprezentowałem dobrą formę.

Powracając do czasów mojej aktywności zawodowej, kiedy propagowałem bieganie, satysfakcję sprawia mi myśl, że z własnej inicjatywy w trudnych latach 80. XX wieku byłem organizatorem międzynarodowych mistrzostw akademickich Polski w biegach przełajowych, dzięki czemu w Poznaniu odbyły się pierwsze w historii Akademickie Mistrzostwa Świata w biegach przełajowych. Od 1991 roku moja uczelnia jako pionier rozpoczęła cykl imprez biegowych nad jeziorem Malta. Na początku były to modne wówczas sztafety maratońskie, które potem przekształciły się w Grand Prix Polski na 10 km. W imprezach tych uczestniczyły europejskie uniwersytety, co zapoczątkowało 20-letni (do dziś) kontakt UE z Uniwersytetem Erasmusa z Rotterdamu. W Grand Prix startowali polscy olimpijczycy oraz doskonali biegacze kenijscy, którzy do dziś pozostają rekordzistami tych biegów.

Mojej pasji jako organizatora biegów oraz uczestnika maratonów zawsze kibicowali rektorzy uczelni, prof. Bohdan Gruchman i Emil Panek, a obecny rektor, prof. Marian Gorynia, nie tylko mnie wspierał duchowo, ale i sam zaliczył już 3 półmaratony, a teraz przygotowuje się do maratonu. To i moja radość, że „zapaliłem” u wielu miłość do biegania. Warto też tu wspomnieć, że mojej własnej pasji do biegania nie realizowałbym, gdyby nie cud przywrócenia mnie do sprawności sportowej po fatalnym wypadku narciarskim przez dr. Pawła Koczewskiego, którego niejako w rewanżu i podziękowaniu za uratowanie nogi udało mi się namówić do biegania maratonów, a których już osiem przebiegł z sukcesem.

Nie zamierzam kończyć biegania. Do dziś kilka razy w roku szlifuję formę na afrykańskiej pustyni, z myślą o kolejnym maratonie i z nadzieją, że moja sportowa przygoda będzie trwać wiecznie, czyli do końca świata i jeden dzień dłużej. W końcu mam takie przeświadczenie, że urodziłem się, żeby biegać, a to zobowiązuje…

TEKST: Janusz Grzeszczuk


Klub Biegacza UE Poznań

Kim jesteśmy?
Każdy z nas na pewnym etapie życia związał się z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu. Stanowimy nieformalną grupę zapaleńców, rekrutujących się spośród pracowników uczelni, studentów
i absolwentów.

Ciężka czy lekka?
Treningi traktujemy równie serio, jak uczelniane obowiązki. Do rozbiegań dodajemy przeróżne akcenty, a nad naszą wydolnością i cechami motorycznymi pracujemy zespołowo lub pod czujnym okiem utytułowanych zawodników
i trenerów.

Przyłącz się!
Treningi i uczestnictwo w zawodach są otwarte dla wszystkich przyjaciół UEP. Zapraszamy na czwartki maltańskie.
To dzień, w którym spore grono naszych klubowiczów udziela się nad malowniczym, poznańskim torem regatowym.

Bądź bezpieczny
Zmagania sportowe warto prowadzić
w przemyślany i bezpieczny sposób. Przezornym proponujemy ubezpieczenie
w ramach AZS
.

Zarząd

Historia Klubu
Historia Klubu Biegacza UEP w pigułce ›

 
Klub Biegacza UE Poznań © 2012